Wpaść do KampOtu :) – Azja cz. XII
Witam wszystkich po baaaardzo długiej przerwie. Niestety brakowało mi czasu zarówno prywatnego jak i zawodowego. Zdałem sobie sprawę dwa miesiące temu, że minął już ponad rok od momentu kiedy wróciliśmy z wyprawy do Tajlandii i Kambodży, a moja fotorelacja nie doczekała zakończenia na tym blogu. Dlatego dziś dwa wpisy. Pierwszy z nich właśnie czytacie/oglądacie.
Poprzednio zaprosiłem Was do stolicy Kambodży Phnom Penh, miasta pełnego życia, ruchu, zgiełku, samochodów i motorów. Tym razem przenosimy się na południe Kambodży, nad morze, do spokojnego, wręcz wymarłego na pierwszy rzut oka, miasta Kampot.
Kampot to miasto z zabudową kolonialną, w ogóle nie przypominające miasta azjatyckiego. Wiele budynków jest w złym stanie, wiele w ruinie, a inne zostały zaadaptowane na bary, restauracje, hotele i budynki użyteczności publicznej. Zastanawia mnie, dlaczego nie zrobiłem zdjęć samego miasta i jego klimatycznych, jednakowych uliczek i nie mogę znaleźć na to pytanie odpowiedzi. Jedynym zdjęciem jest to poniżej, kiedy czekamy na kolację w jednej z knajpek.

Po chwili namysłu chyba doszedłem do tego, dlaczego nie mam zdjęć z miasta – prawie całymi dniami byliśmy w podróży – zawsze było coś do zobaczenia, a wieczorem było już ciemno więc aparat pozostawał w plecaku. Pierwszym miejscem do którego się udaliśmy były pola solne, jednak nie udało nam się zobaczyć białych pól – powód – przyznam szczerze, nie pamiętam

Następnie udaliśmy się do znanych w okolicy jaskiń, w których skały przypominały różne zwierzęta. Niestety mimo prób nie udało mi się uwiecznić ich na zdjęciach. Ale na żywo na prawdę było widać to o czym mówił nasz przewodnik
Po dotarciu na miejsce pierwsze co ujrzeliśmy to wielka tablica z informacją, że teren na którym się znajdujemy został rozminowany w roku 2009. Miła informacja, która daje do myślenia.

Od razu przyłączyła się do nas grupka dzieci, które chcąc zarobić postanowiły same od siebie zostać naszymi przewodnikami. Z racji tego, że dzieci te najprawdopodobniej bardzo systematycznie uczęszczały na lekcje języka angielskiego zaczęły nas wypytywać o wszystko co możliwe i opowiadać o wszystkim co jest dookoła.

Jaskinie do których zmierzamy znajdowały się dość wysoko – część trasy przeszliśmy bardzo ciekawymi, rzeźbionymi schodami (a dokładniej schodami z rzeźbionymi balustradami)

A taki widok rozciągał się z góry

Następnie weszliśmy do jaskiń.


Poniżej przedstawiam moje ulubione zdjęcie, przedstawiające dziewczynkę straszącą małpy, które zakradały się do jaskini.

A zakradały się po to

Po zakończeniu zwiedzania daliśmy kilka dolarów dzieciakom, za dobrą robotę i towarzystwo.

Ruszamy dalej. Czy znacie powiedzenie "Uciekaj, gdzie pieprz rośnie"? Zastanawialiście się co ono tak dokładnie oznacza? Gdzie rośnie ten pieprz? Ja już WIEM!!!! Rośnie kilkanaście kilometrów od Kampotu w Kambodży
Właśnie to był nasz kolejny cel – plantacja pieprzu. Prawdopodobnie większość z Was (jak i ja do tamtego dnia) nie wiedzieliście jak wygląda i rośnie pieprz. Otóż pieprz rośnie podobnie jak winogrono i podobnie jak winogrono wygląda. Rośnie na tyczkach wysokości około 3.5 metra.

Tak wygląda pieprz zerwany prosto z krzaka. Ma smak i aromat tego znanego nam wszystkim z kuchni. Włożyłem sobie tą gałązkę do plecaka i zapomniałem. Wyciągnąłem w Bangkoku po 3 dniach – był pomarszczony i czarny, czyli taki jaki wysypujemy z torebek zakupionych w sklepie

Poniższe zdjęcie przedstawia naszego przewodnika, który jako nieliczny mieszkaniec Kambodży widział więcej niż swoje miasto czy kraj. Na stałe mieszka we Francji, gdzie ma rodzinę i pracę. Przyjeżdża do Kambodży tylko na 3 miesiące, gdzie pracuje jako anglo i francuskojęzyczny przewodnik. Zna chyba też holenderski

Zdjęcie poniżej nie przedstawia bynajmniej pszenicy, ale też zboże – ryż. Tak właśnie wygląda świeżo zebrany ryż, jeszcze w "łupinkach".

A tak wygląda ususzony pieprz.

Jak widać, żadna chemia, maszyny czy przemysłowa działalność – prywatne osoby, plantatorzy pracujący własnymi rękami. Mijaliśmy wiele posesji, gdzie przy płotach, a czasem i przy drodze suszyły się chili, ryż, pieprz i inne przyprawy, które odsprzedawane są do sklepów.

Na zakończenie trochę relaksu. 30 minut łodzią na wyspę i wolny czas 1,5 godziny na popływanie w czystej i niesamowicie ciepłej wodzie, poczytanie książki czy opalanie się.

Można też było wynająć domek. Ale jeszcze nas to czeka na wyspie Koh Chang w Tajlandii, więc dziś tylko trochę odpoczynku po całym dniu w podróży.

Zapraszam już niebawem na kolejną relację z Kampotu, w Kambożdy.
