1 wrz 2011
0
Wstecz

W stolicy Kambodży – Phnom Penh, Azja cz.X


phnompenh_17

Po kolejnej długiej przerwie, już niestety po okresie wakacyjnym, powraca na "antenę" jak to nazwał mój kolega – serial o Kambodży. Kilka osób czekało na dalszy ciąg mojej opowieści i co ważniejsze fotorelacji z pobytu w Azji.

Ostatni wpis opowiadał o miejscowości Battambang w Kambodży, ten będzie dotyczył stolicy Phnom Penh, miasta innego niż pozostałe. Jest nieco bardziej rozwiniętym cywilizacyjnie miastem, nie mniej jednak skrywające ponure historie czasów przeszłych jak i teraźniejszych. Mieliśmy to nieszczęście przekonać się o tym na własnej skórze – był to jeden z najtragiczniejszych dni ostatnich lat w Kambodży – ale o tym później

Z miasta Battambang wyruszamy autokarem – trudno mi sobie przypomnieć ile trwała podróż, ale chyba ok 4 godzin. Cieszymy się ponieważ uda nam się zobaczyć ostatni dzień Święta Wody, święta największego w Kambodży związanego między innymi z zakończeniem pory deszczowej. Święto to przyciąga co roku do stolicy setki tysięcy ludzi z całego terytorium Kambodży. Tym razem było ich ponad milion.

Niestety nie udało nam się dojechać do centrum miasta ponieważ policja z racji tak ogromnego tłumu ludzi zamknęła centrum dla ruchu samochodowego (głównie ciężarówek i autobusów). Zmuszeni byliśmy wysiąść z autokaru i zorganizować transport w postaci Tuc Tuca (a raczej dwóch). Tym właśnie środkiem transportu jechaliśmy ok 30-40 minut w okolice wcześniej zarezerwowanego hotelu, znajdującego się nieopodal głównych uroczystości.

Jedną z atrakcji święta są wyścigi długi łodzi wiosłowych liczących niejednokrotni nawet 50-ciu wioślarzy. Całe obchody zorganizowane są wzdłuż koryta rzeki, dokładniej u ujścia rzek  Mekongu i Tonle Sap.

W tle na poniższym zdjęciu widać barki z ogromnymi (ok 15-20 metrów) konstrukcjami z różnokolorowych lampek, które czekają na zapadniecie zmroku by zachwycać zgromadzonych wzdłuż rzeki  widzów.

Tak barki prezentują się nocą – każda przedstawiała inny symbol. Były to symbole jak się domyślam różnego rodzaju prowincji, lecz była także platforma z logo linii lotniczych Kambodży.

A na koniec zafundowano wielki pokaz sztucznych ogni trwający nieustanine ok 20 minut – był to największy pokaz ogni sztucznych jaki widziałem na żywo.

Po zakończeniu pokazu postanowiliśmy iść coś zjeść – jak się okazało nie było to łatwe. Pamiętacie co pisałem o tłumie ludzi? Tłum był tak gęsty iż przebycie drogi ok 50 metrów zajęło nam ok 10 minut. Ludzie nie chcieli puścić nikogo, każdy chciał się wydostać. Baliśmy się zadeptania, choć jako europejczycy przewyższaliśmy "tubylców" o głowę, dwie lub trzy dlatego było nam łatwiej i nieco bezpieczniej. Szkody – stres i stracony przez moją siostrę telefon komórkowy. Tłum rozchodził się jeszcze ponad godzinę.

Gdy wracaliśmy do hotelu jeszcze mijaliśmy spore grupy ludzi, jednak o tym co się stało nie mieliśmy zielonego pojęcia.

Nad ranem, gdy zeszliśmy na śniadanie do hotelowej restauracji zobaczyliśmy wgapiony tłum turystów i obsługę hotelową w telewizor – leciały wiadomości.

Okazało się, że część tłumu wracający na drugi brzeg rzeki do swoich domów utknął na wąskim, metalowym moście. Blisko tysiąc osób zaklinowało się. Nagle tłum wpadł w panikę ponieważ ktoś został porażony prądem (cały most był ozdobiony lampkami). Skutkiem tego przestraszone setki ludzi ruszyło taranując słabsze jednostki. Niestety głównie kobiety i dzieci. Zginęło według różnych źródeł blisko 300 osób. Większość z powodu uduszenia bądź uszkodzenia narządów wewnętrznych. W niektórych gazetach napisano także o śmierci z powodu porażenia prądem. Telewizja pokazała ten straszny wypadek, bez cenzury – widok był dramatyczny

Był to najtragiczniejszy dzień w historii Kambodży od czasów obalenia krwawych rządów czerwonych Khmerów.

Następny dzień był przygnębiający podwójnie ponieważ oprócz tragicznych wydarzeń z dnia poprzedniego mieliśmy w planach zwiedzanie obozy koncentracyjnego S-21. Jedynym porównaniem do tego miejsca jest obóz hitlerowski KL Auschwitz w Oświęcimiu i Brzezince.

 

Była to dawna szkoła, którą Czerwoni Khmerzy przemianowali na obóz. Obecnie mieści się tutaj Muzeum Ludobójstwa Tuol Sleng

Poniżej jedna z sal (klas) w której torturowano i pozbawiano życia skazańców. Na ścianach każdej z sal wisiało zdjęcie, jak wyglądało to miejsce podczas zdobycia obozu po obaleniu Czerwonych Khmerów. Zdjęcia te z reguły przedstawiały zmasakrowane ludzkie szczątki  – ewidentnie widać na tych zdjęciach, że zamordowani cierpieli straszne katusze (podduszanie, topienie, rażenie prądem, rozcinanie i inne okaleczanie ciała)

Poniżej sala pamięci – zdjęcia ofiar i katów tych strasznych czasów terroru – chciałem przypomnieć, że historia ta dla wielu Khmerów (nie mylić z Czerwonymi Khmerami) jest wiąż żywa ponieważ sięga początku lat 80-tych. Kilka ofiar reżimu nadal żyje, tak samo jak kolaboranci i kaci którym poświęcona jest osobna sala opisująca ich trudne życie po obaleniu rządów Czerwonych Khmerów.

Wiele z pomieszczeń przypomina obóz KL Auschwitz  – niewielkie pomieszczenia rzędu 1,5×1,5 metra w którym znajdowało się np 10 więźniów, sale z ubraniami zabitych lub sale z narzędziami tortur .

Do tych prętów byli przykuwani więźniowie.

Niewielkie cele zbiorowe, gdzie bez jedzenia i picia oraz toalety "żyli" i umierali więźniowie.

A jak wyglądali więźniowie – głównie tak jak na dwóch poniższych zdjęciach

Pozostawiam resztę do przemyśleń, i refleksji, zapoznania się z historią tego miejsca jak i innych (pola śmierci, jaskinie śmierci, Vietnam, Laos).
PS. – Polecam obejrzenie filmu " Pola śmierci" opowiadający prawdzie historie tamtych czasów.

TYM RAZEM, WPIS KOŃCZĘ MNIEJ OPTYMISTYCZNIE, ALE ZAPRASZAM NA KOLEJNE RELACJE!

Podziel się:
  • Facebook
  • Mixx
  • Google Bookmarks
  • email
  • Gwar
  • MSN Reporter
  • MySpace
  • RSS
  • Wykop
  • Yahoo! Bookmarks
  • Yahoo! Buzz

*

Wstecz